Mapa Rowerowa - maparowerowa.pl
Google
Menu serwisu
Strona główna
News
MAPA ROWEROWA
Wycieczki
Forum
Kalendarz rowerowy
Testy
Ogłoszenia
Linki
Kontakt
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Załóż konto
Newsletter






Reklama

Strona główna arrow News arrow :: EXTREME arrow Solny Downhill - Relacja by Rudy
Solny Downhill - Relacja by Rudy PDF Drukuj E-mail
Napisał Rudy   
Foto by: Hubert Cetnar

Trzecia edycja kopalnianych zawodów była pierwszą w tym sezonie imprezą rowerową. Nic dziwnego, że tłum zawodników, osób towarzyszących i profesjonalnych fotografów pędził do Bochni, by spędzić pod ziemia rowerowy weekend. Do kopalni należało zjechać już w piątek. Na parkingu widać było sporą grupę samochodów z Czech. Jak sami potem nam mówili, ta impreza jest u nich znana i dużo czeskich stron o niej informuje. Na liście startowej znalazło się też dwóch Niemców i Ukrainiec. Można więc śmiało powiedzieć, że ranga imprezy skoczyła do międzynarodowej.



Nowością była kompletna zmiana koncepcji trasy. Poprzednie warianty to już przeszłość! Start był tuż przed słynną pochylnią, a środkowa część trasy wiodła przez centralny korytarz, obok barku, łóżek, by skręcić do szatni i zaliczyć kolejną pochylnię. Wyglądało to wszystko naprawdę dobrze i wszyscy w bojowych nastrojach położyli się wcześnie spać. Rano przewidziane były treningi i próbne przejazdy o godz. 9.00. Kiedy część zawodników stała już przed startem kopalnię owiała wieść o katastrofie prezydenckiego samolotu. Tylko szybka reakcja organizatorów uratowała zawody. Zdecydowano o skróceniu imprezy do 1 dnia, a kolejne biegi rozegrano już bez muzyki. Po pierwszych przejazdach raczej nie było niespodzianek. Wiadomo było za to co wydarzyło się „na górze” i wszyscy mieli nietęgie miny. Pierwszy przejazd skończył się kilka minut po 17.00. Największych emocji dostarczył kibicom Michał Szczudło, który potężnie grzmotnął o ziemię i przejechał po podłodze przez całą długość głównej hali. Kibice zamarli, ale po kilku minutach Michał machnął do nich ręką, dostał wielkie brawa i wywieziono go na powierzchnię. Życzymy szybkiego powrotu na rower! Wyniki były już trochę inne, niż w pierwszym mierzonym, ale tylko dla orientacji własnej, przejeździe.





W kategorii „Hobby hardtail”. Najlepszy był Michał Kusiński, a tuż za nim rewelacje zeszłorocznej edycji, Artur Simon, trzeci dojechał Piotr Bolanowski. Niespodzianką było, daleki, czternaste miejsce Danielka Kissona, który całą zimę męczył siłkę i kupował sobie lekkie części do roweru. Dużo działo się w „Hobby full”! Tu było naprawdę ciasno w pierwszej „10”. Cztery pierwsze miejsca miały czas 1:07, dalej walka szła już o setne sekundy! Pierwszy był Przemek Bodziony (1:07,18s), drugi Andrzej Bochenek (1:07,55s), a trzeci, ale tylko o jedną setną Jiri Klimes (1:07,56s). Ciekawostką był start dawno niewidzianego weterana polskich tras zjazdowych, Łukasza Zienkiewicza z 3miasta, który pamięta czasy pierwszych Pucharów Polski „za Kibinia”, a nawet wcześniej. Najpoważniejsza kategoria Elita miała mniej niż 10 zawodników. Niepokonany pozostał Remek Oleszkiewicz, który wykręcił najlepszy czas zawodów, i powalił wszystkich na kolana skacząc bardzo długą, drewnianą potrójną, której poza nim nie skoczył nikt! Respekt na dzielni! Drugi dojechał Jakub Moćko, a trzeci Antek Suchoń. Wśród kobiet jedyna i najlepsza była Kasia Darska. Podczas przerwy przed drugim przejazdem okazało się, że o 18.00 zostanie ogłoszona żałoba narodowa. Organizatorzy błyskawicznie zdecydowali o zakończeniu zawodów i uznaniu wyników pierwszego przejazdu za wiążące. Zrezygnowano też z rozdania nagród, na rzecz odczytania zwycięzców. Słynne puchary z solnych brył zostaną wysłane pocztą. Część uczestników została jeszcze na noc w kopalni, reszta wyjechała od razu po zawodach.



Tylko dzięki szybkim i zdecydowanym decyzjom organizatorów udało się przeprowadzić zawody do końca. Dojrzałością wykazali się też zawodnicy, bo nikt nie marudził, ze zapłacił za 2 dni, a był tylko 1. Mimo, że to dopiero trzecia edycja „Solnego Downhillu”, impreza mam już rangę międzynarodową i wiedzą o niej za niejedną granicą. Tym razem, hardcorowcy, co to zawsze mieli za płasko, mieli czego żałować. Było naprawdę dużo w dół, były też typowe dla Bochni płaskie kawałki, a do tego wszystko się działo w centrum, pomiędzy ludźmi, stolikami i łóżkami. Super klimat! Bardzo dobrze wyszła transmisja z całej trasy, gdyż z jednego miejsca, z piwkiem w ręce, można było oglądać całą trasę i patrzeć na lecące cyferki na tablicy wyników. Myślę, że kolejne imprezy mogą być już tylko lepsze!













  Komentarze

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

< Poprzedni   Następny >
Dołącz do nas na:



Partnerzy